Domy świata

Zaczęłam oglądać na Netflixie „Najbardziej niezwykłe domy świata”.

Dwoje ludzi jeździ po różnych krajach i pokazuje widzom nowoczesne, modne i prawdopodobnie bardzo drogie domy. Architekci budując je często musieli sprostać wymaganiom stawianym przez klimat danego miejsca np tropikalny na Florydzie, czy wiatr i śnieg w Szwajcarii. Pan prowadzący chyba jest architektem, bo przy oglądaniu każdego domu szkicuje coś po architektowemu 😉

Do tej pory obejrzałam odcinek z Florydy, Portugalii i Szwajcarii. W serialu dachy domów są zwykle płaskie, świetny był dach, po którym można było chodzić. I do tego był wysypany piaskiem!

Oglądam sobie ten serial bez napisów, żeby osłuchać się z angielskim. Kiedy mam ochotę włączam napisy angielskie i sprawdzam w translatorze słówka, których nie rozumiem.

Serial uświadomił mi jak bardzo lubię estetyczne wnętrza oraz jak ważne dla nas jest upiększanie otoczenia, w którym żyjemy.

Reklamy

Wakacje pomaturalne

Niby jeszcze nie koniec, niby jeszcze pół miesiące zostało, ale naszła mnie ochota na podsumowanie moich tegorocznych wakacji. Jak na mnie działo się dużo.

W czerwcu po maturce wybrałam się z Anią, Olgą i Kingą na podbój Londynu. Tydzień wystarczył nam, by poznać i polubić to multikulturowe miasto. Moje skojarzenia z Londynem? Metro, rodzina królewska, ruch lewostronny, czerwone dwupiętrowe autobusy, kolorowi ludzie, miła ciocia Ani, darmowe muzea, wielkie miasto, Big Ben w remoncie, muzułmanie w Hyde Parku.

Wyjazd do Włoch z Moniką i Grzegorzem. Lido di Jesolo, Wenecja i Treviso. Skojarzenia to morze, wolność, włoskie małe miasteczka, energia.

Czeski Cieszyn, Poznań i Lednica z Krzysztofem.

Bieszczady z fundacyjną rodziną.

Kasina Wielka u Weroniki.

Katowice i Chorzów.

Wenecja

Jak zapewne słyszeliście, Wenecja to wyjątkowe miasto. Niestety intymność i magię takim miejscom odbierają często tłumy turystów. Aby móc zobaczyć życie mieszkańców Wenecji warto przybyć do tego przepięknego miasta o jak najwcześniejszej porze. Nam (byłam tam z dwójką przyjaciół) udało się być tam około 7:30. Z mieszkania wyszliśmy przed 6:00, ale podróżowaliśmy dwoma autobusami i promem, co trochę nam zajęło.

Na promie do Wenecji obserwowałam ludzi. W większości byli to mieszkańcy Italii. Panowie w średnim wieku prowadzili pogawędki. Sprawiali wrażenie pogodnych i żywiołowych. Na promie czuć było spokój.

O poranku Wenecjanie szli do pracy po wąskich uliczkach lub przez mosty łączące ląd między kanałami. Sprzątano miasto, przewożono towary przez lagunę. Zainteresował mnie sposób dostarczania paczek w tym mieście uwielbianym przez zakochanych. Otóż paczki dostarcza się tam motorówkami. Pomysłowe, prawda? Zapewniam, że kurier mknący na motorówce po wodach laguny to niepowtarzalny widok.

Nie będę opisywać Pałacu Dożów czy Muzeum Correr, bo można znaleźć mnóstwo informacji o nich w licznych przewodnikach po Wenecji. Wspomnę tylko o zachwycającym, przepysznym teatrze La Fenice. Oprócz bogato zdobionych sal znajduje się tam wystawa o Marii Callas – greckiej śpiewaczce sopranowej. Inspirującej kobiecie o wielkim talencie.

Gorąco polecam kupno jednodniowego biletu na komunikację publiczną w Wenecji. Zamiast gondolą popływajcie vaporetto – tramwajem wodnym. Można nim dopłynąć również na wyspy położone koło Wenecji (m.in. Murano i Burano) czy też przepłynąć Canale Grande. A! I Bazylikę Św. Marka polecam zwiedzać koło 14:30 – są mniejsze kolejki niż w południe. Jeśli ktoś lubi przywozić do domu pamiątki, to w Wenecji warto kupić cudną maskę karnawałową.

Nigdy nie wierzcie do końca w niepochlebne opinie o najróżniejszych miejscach. nie zniechęcajcie się tekstami o tłumach czy o przereklamowanej Wenecji. Pojedźcie sami, wyróbcie swoje własne zdanie, bo to właśnie jest najlepsze w odkrywaniu świata. Być może dostrzeżecie coś więcej niż inni, zauważycie gdzieś specyficzny urok danego miejsca. Nabywajcie nowych doświadczeń. Na każdym z Was Wenecja wywrze inne, bo naznaczone indywidualizmem, wrażenie.

Ciao!

Szybcy i wściekli

Podróż za granicę autokarem zwykle jest męcząca i nudna. Tak też było w drodze z Krakowa do Wenecji, jaką odbyłam ponad tydzień temu. Pan kierowca robił częste przerwy na toaletę, a pilot zaparzał kawy i herbaty dla turystów, informował o zbliżających się przerwach, czasie ich trwania, puszczał słabą francuską komedię. Po postojach skrzętnie nas liczył, by uniknąć pozostawienia kogoś na stacji benzynowej. Cud, miód i rodzynki.

Powrót do Polski okazał się o wiele ciekawszy. Autokar prowadziło dwóch mężczyzn. Byli mocno umięśnieni, wytatuowani, jeden z nich nosił łańcuch na szyi i ręce. W oczy rzucała się ich pewność siebie, zdecydowanie oraz impulsywność. Siedziałam z samego przodu i musiałam aż przecierać oczy ze zdumienia. Panowie obgadywali przechodniów i poprzedniego kierowcę, pisali sms-y zza kierownicy, oglądali snapy, puścili bardzo głośno hardstyle, co akurat mi odpowiadało. Pierwszy przystanek wyglądał tak, że kierowcy wyszli, zamknęli drzwi i wrócili. Chyba zapomnieli, żeby wypuścić pasażerów. Na kolejnym już nas wypuścili, ale nie poinformowali o długości przerwy. cudne cytaty panów kierowców:

„Po co k… ich liczyć. Jedź!”

Odpowiedź na pytanie, czy będzie serwowana kawa: „Nie! Nie jestem barmanem, żeby robić komuś kawę”

O mężczyźnie, który skrytykował ich podejście do pasażerów: „Słoma mu z butów wystaje! Wywalmy go z autobusu, nie będę go wiózł”

I hit, zawołanie tej szalonej dwójki, powtarzane regularnie z ogromnym entuzjazmem: „UA!!”

Keep calm and go to Italy 🙂